Znowuż szkolne bzdurki
---
--
-
Drewna kłodo!
Mego życia osłodo, niczym bestia z
Komodo pilnujesz składzika drewna,
memu sercu pokrewna, jak rzewna łza
swego celu pewna, by dotknąć dna.
Ty płoniesz!
Językami świata wciąż zioniesz, toniesz
w odmętach kominka, w kominka prętach
zamknięta, a jakże otwarta, na proch
wciąż tarta. Niezaparta, z rękawa karta.
Ty gaśniesz!
Lecz zanim zaśniesz i w proch się rozsypiesz
dasz ostatnie tchnienie, już ledwo zipiesz.
Twój zegar stanął, wokół ciemno choć jest
rano. Jakby wodę w ciebie wlano.
Do widzenia!
Nie mówię żegnaj, bo wiem że marzenia
by z tobą obcować, westchnienia, by cię
w sobie mieć, nadejdą w oka mgnienie.
Spożyję cię. Na rozwolnienie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
To jest dobre! :D
Prześlij komentarz